Tam okazało się ,że ma sparaliżowane nogi.. Jednak będzie rehabilitowana. Po kilku dniach rehabilitacji Kasia wiedziała ,że coś jest nie tak. Nie wiem w ogóle po co Dawid powiedział jej ,że jest chora. powiedział jej wszystko i nie szczędził żadnych szczegółów ! Najgorsze jest to że Kasia się załamała i chciała do Polski. to też zrobiliśmy.
Podróż trwała 2 h . minęła szybko i w ciszy.
- Paulina, czy ja wyzdrowieję?
- Kasiu, co za pytanie! no pewnie że tak :)
- To dobrze. Nie muszę się chociaż martwić.
Mijały kolejne tygodnie i było coraz gorzej. Problemy z koncentracją,pamięcią.. a przecież za kilka tygodni szkoła ! Moi kumple wielokrotnie mi powtarzali ,że mam jej dać iść na dwór,co przecież robiłam. Mowili że pomoże,ale nic nie pomogło... Ona traciła pamięć. Jednak mnie i naszego brata pamiętała. Moich znajomych też . Kilka tygodni później była szkoła. Kasia już nikogo nie pamiętała.
- Przepraszam ,czy wiesz gdzie lekcje ma pani Zielińska?
Takie pytania zadawała... dostawała same 1,2,3 :/ było coraz gorzej aż nagle z dnia na dzień się poprawiło ,a rak się wchłonął. Młoda skończyła 2. klase gimnazjum z samymi 3.
Ja natomiast zaczęłam pracę w restauracji "Makoma". Ciągle dostawałam od szefa jakieś podwyżki! Tak sobie spokojnie żyłam aż nagle się dowiedziałam ,że Vieslaw Gutek rozpoczął wojnę. Tak III Wojnę Światową. Było strasznie. Z każdym dniem traciłam nadzieję,że sytuacja w naszym kraju się poprawi. Kasia nie chodziła do szkoły. Całe dnie w domu. Razem z nami byli też moi kumple . Kilka dni później mieliśmy pustą lodówkę i musielismy zadzwonić na nr tel. 776. Przynieśli nam jedzenie,a my się najedliśmy. Potem samochód dostawczy z napisem "754pomagajace-numery".
Przyszli i pozamykali szczelnie nasze okna.
- Drodzy Polacy - zaczął swoje przemówienie w Tv nasz prezydent. - Z obliczeń naszych ministrów wynika,że wojna niedługo się skończy. Pewnie potrwa jeszcze kilka miesięcy. Zbieramy też chętnych na przewiezienie Polaków za granicę, do Niemiec.
- Dobrze gada, polać mu! - powiedział mój brat.
- Polać mu! - zawtórował mu Dawid..
Nagle Kamil wyszedł z domu po jedzenie ale już nie wrócił... nie było go kilka dni.. Nagle przyszedł od niego SMS o treści "wyjechałem do Francji na zawsze , zmieniam numer, cześć!!".
- A to tchórz ! - stwierdził Dawid.
- Z kim ja się zadawałam.. - powiedziała Marcelina
- Nie ma co tracić na takich czasu - powiedział do Marceli mój brat.
KolorowaZakręconaPaulaZdrowa
piątek, 26 września 2014
2
Ale samolot miał awarię i musieliśmy lądować ze ślizgiem. Kasia się bardzo przeraziła. W końcu znaleźliśmy się we Francji w Paryżu :) . Od razu poszliśmy do polskiego hotelu "Pod Polską Wieżą Eiffla" - tam było bardzo pięknie. Dostaliśmy tam mapkę Paryża i całej Francji . Była 14 więc poszliśmy zjeść obiad,a potem do Wieży Eiffla . Byliśmy tam o 15:30. Szczerze? Zakochałam się w tej wieży <3 zrobiłam jej chyba z milion zdjęć !
- Chodźmy na górę! Ja chcę na górę! - Krzyczała Kasia.
- Dobrze już wchodzimy :) - powiedział z uśmiechem Dawid.
- Ja też z Wami idę,a Wy dziewczyny? - odparł Kamil.
- My zostaniemy - odparłyśmy jednogłośnie.
Okazało się, że ja i Marcelina mamy lęk wysokości. W sumie to nie powinniśmy zostawać same,bo możemy się rozdzielić, nawet jeśli mamy mapę... Mijała minuta,po minucie. W sumie to upłynęła już godzina a ich jeszcze nie było ~! Zaczęłyśmy się poważnie martwić.... Postanowiłam więc zadzwonić do Kasi. Nie odbierała. Dawid i Kamil też nie. Nagle odezwał się telefon Marceliny.
- To Kamil! :) . - Hej Kamil, gdzie jesteście !?
- My jesteśmy w szpitalu Kasia zasłabła..
- Co !? I nie zadzwoniliście !?
- Wybaczcie wypadło nam to z głowy...
kilka sekund potem,po zakończonej rozmowie.
- Paula szybko, do szpitala!
- Co jest !?
- Kasia zasłabła!!
Minutę później byłyśmy w autobusie.. Kilka minut potem w szpitalu. Pokręciłyśmy się tam chwile a potem ich znaleźliśmy. Zapytałam co z nią? ale dostałam tylko odpowiedź "rak,śpiączka,jest źle". Wtedy się popłakałam tak jak nigdy dotąd. Natychmiast zadzwoniłam do mojego brata i mu wszystko powiedziałam. O 19 był już z nami. Wypytał lekarza chyba o wszystko! bo zajęło mu to aż 30 min.
O 20 pojechaliśmy do hotelu a on został w szpitalu na noc. Okazało się że Kasia ma raka mózgu,który nie ustępuje i został jej jakiś miesiąc życia.. jeśli odzyska przytomność. Będzie żyć normalnie. nie powiemy jej o niczym... albo będzie roślinką w łóżku :'( . W hotelu zdjedliśmy kolację i poszliśmy spać.
W szpitalu mój brat zobaczył ,że Kasia się wybudziła. Zajął się nią, jednak ona płakała bo chciała mnie zobaczyć i swoją maskotkę. Dlatego też przyjechałam do niej.
- Chodźmy na górę! Ja chcę na górę! - Krzyczała Kasia.
- Dobrze już wchodzimy :) - powiedział z uśmiechem Dawid.
- Ja też z Wami idę,a Wy dziewczyny? - odparł Kamil.
- My zostaniemy - odparłyśmy jednogłośnie.
Okazało się, że ja i Marcelina mamy lęk wysokości. W sumie to nie powinniśmy zostawać same,bo możemy się rozdzielić, nawet jeśli mamy mapę... Mijała minuta,po minucie. W sumie to upłynęła już godzina a ich jeszcze nie było ~! Zaczęłyśmy się poważnie martwić.... Postanowiłam więc zadzwonić do Kasi. Nie odbierała. Dawid i Kamil też nie. Nagle odezwał się telefon Marceliny.
- To Kamil! :) . - Hej Kamil, gdzie jesteście !?
- My jesteśmy w szpitalu Kasia zasłabła..
- Co !? I nie zadzwoniliście !?
- Wybaczcie wypadło nam to z głowy...
kilka sekund potem,po zakończonej rozmowie.
- Paula szybko, do szpitala!
- Co jest !?
- Kasia zasłabła!!
Minutę później byłyśmy w autobusie.. Kilka minut potem w szpitalu. Pokręciłyśmy się tam chwile a potem ich znaleźliśmy. Zapytałam co z nią? ale dostałam tylko odpowiedź "rak,śpiączka,jest źle". Wtedy się popłakałam tak jak nigdy dotąd. Natychmiast zadzwoniłam do mojego brata i mu wszystko powiedziałam. O 19 był już z nami. Wypytał lekarza chyba o wszystko! bo zajęło mu to aż 30 min.
O 20 pojechaliśmy do hotelu a on został w szpitalu na noc. Okazało się że Kasia ma raka mózgu,który nie ustępuje i został jej jakiś miesiąc życia.. jeśli odzyska przytomność. Będzie żyć normalnie. nie powiemy jej o niczym... albo będzie roślinką w łóżku :'( . W hotelu zdjedliśmy kolację i poszliśmy spać.
W szpitalu mój brat zobaczył ,że Kasia się wybudziła. Zajął się nią, jednak ona płakała bo chciała mnie zobaczyć i swoją maskotkę. Dlatego też przyjechałam do niej.
1
Cześć ! Nazywam się Paulina :) Właśnie wracam z zakończenia roku szkolnego. Oceny? Marne :/ ale i tak jadę do Francji !! Nie jadę sama tylko ze znajomymi. Zbieram też Kasię moją młodszą siostrę. Mam 17 lat,a Kasia ma 14. Szkoda tylko,że nie umiem w ogóle francuskiego.. Kasia w sumie też nie. Wyjeżdżamy za kilka dni.
- Kasia ! Pakujesz się! ?
- Tak pakuję ! Co mam zabrać??!
- Chodź tu a nie się drzesz z kilku pokoi dalej....
Chyba właśnie idzie bo słyszę ten ciężki chód xD . Jak tak dalej będzie krzyczeć to sąsiedzi się zlecą. Mieszkamy same, lecz nie zupełnie bo z dorosłym bratem ale on zostaje w domu.
- O! Nareszcie tu jesteś. Spakuj swoją zabawkę, jedzenie i to co chcesz.
- A Ty spakowana??
- Ja? Tak, i to już od dawna.....
Pół godziny później Kasia była już spakowana. Dlatego do mnie przyszła i męczyła mnie pytaniem kiedy pojedziemy, lecz ja ją zbywałam. Wieczorem zjadłam kolację,umyłam się ,dokończyłam się pakować i zadzwoniłam do znajomych. To już potwierdzone. Jutro jedziemy :) .
Weszłam na Facebooka i napisałam post " No to do Francji :) ". Dostałam 30 lajków i 15 komentarzy xD. Następnie poszłam spać.
Obudziłam się o 10:31
- Paula Ty jeszcze w łóżku !? - zdziwił się mój brat.
- Tak, przecież jest 8....
- No coś Ty!! Jest 10:31 !!
W tej chwili wstałam, ogarnęłam się i poszłam po siostrę. Powiedziałam coś w stylu "No siostra, jedziemy!". Potem pojechałyśmy autobusem do kumpla.
- Dawid jedziemy już?
- Tak - odpowiedział z poważną miną.
- Ja chce do Paryża !! - powiedziała Kasia.
- Specjalnie dla Ciebie tam idziemy - odpowiedział dowcipnie chłopak.
Jak powiedział tak zrobiliśmy po 30 minutach byliśmy już na lotnisku z kupionymi biletami. Samolot miał być za 10 minut, jednak się spóźnił i był po 20....
Kilka minut po 12 byliśmy już w samolocie. Kasia była taka radosna. Samolot wystartował. Ależ Turbulencje... -,- przez nie oblałam się kawą ! ale ostygniętą uff... Nie wiem czy wiecie ale za oknami było pięknie :) takie chmuuurki i ludzie jak mrówki :D po pół godzinie lotu Kasia zaczęła robić mi awanturę ,że nie kupiłam jej batona czekoladowego :') . Dawid natomiast poszedł do łazienki i gdy wrócił to powiedział ,że spotkał resztę naszych kumpli. Wtedy oni przyszli do nas :) . Była z nimi jeszcze jedna dziewczyna...
- Cześć Marcelina jestem! -przywitała się ze mną. - A ja Paulina :) - również jej odpowiedziałam.
Wyglądała na sympatyczną osobę. Pół godziny później stewardessa powiedziała nam że jeszcze tylko godzina lotu. Po niej właśnie mieliśmy lądować ale...
Subskrybuj:
Posty (Atom)